środa, 15 maja 2013

Rozdział #2

...Po chwili usłyszałam trzask moich kości.
Au!-Wykrzyknęliśmy wspólnie.
Sorry-Powiedziałam szczerze przepraszając.
Nic się nie stało-Od powiedział uśmiechając się-Boli cię coś?
Nie,nie,nie,tak-Odrzekłam uśmiechając się i cierpiąc w milczeniu.
A co dokładnie?-Zapytał zmartwiony.
Kostka...Chyba...Au!Tak,na pewno kostka
Chłopak o mocno niebieskich oczach pomógł mi wstać z zimnego chodnika.
Już dobrze?-Zapytał z troską.
Tak...trochę-Od powiedziałam cierpiąc jeszcze bardziej.
Dobra to cześć.-Powiedział ze złośliwym uśmieszkiem.
Okej,okej,boli mnie kostka,pomożesz czy sobie pójdziesz?!-Z tym samym uśmieszkiem od powiedziałam.
Mogło być zwykłe ,,Boli mnie kostka,proszę pomóż" ale i tak też może być.
Nagle zauważyłam zabłoconego i roztrzęsionego psa.Na mojej twarzy malowało się współczucie.
Biedny psiak.-Powiedziałam.
Co takiego?-Zapytał nieco zmieszany chłopak.
Po tych słowach wskazałam na psiaka.
Bidulek...Wiesz co?Mam na to rade,podejść do niego a ja zaraz przyjdę.-Powiedział.
Tak też zrobiłam.Spróbowałam powoli podejść żeby nie uciekł,ale oczywiście Genialny Pan Luke musiał podbiec i wystraszyć go.Na szczęście nie uciekł daleko.Zrobiłam próbę nr.2.I znowu ta sama sytuacja.W końcu się wnerwiłam i wyciągnęłam psi przysmak i rzuciłam Luke'owi na drugą stronę ulicy.Uspokoiłam się i zrobiłam próbę nr.3.Delikatnie i ostrożnie dotknęłam koniuszek pyszczka psa.Był nieco prze straszony ale dał się pogłaskać.Po ok.3 min. przyszedł niebieskooki chłopak z bandażami i szynką.
A to po co?Głodny jesteś czy jak?-Zapytałam irytująco.
Nie no coś ty...Jak chcesz to tylko powiedz.-Od powiedział żartobliwie.
Już po chwili piesek nieco ożył po skosztowaniu szynki.Chłopak zaczął zaopatrywać rany,które miał psiak.
No i gotowe-Powiedział dumny z siebie.
I już bez słowa wziął mnie na ręce i zawołał Luke'a i zabłoconego psa.
Gdzie ty ze mną idziesz p.....nie ważne-Wykrzyknęłam
Oj zobaczysz,zobaczysz.-Opowiedział.
Nagle znaleźliśmy się w jakimś przytulnym mieszkanku.W domku palił się kominek.Chłopak położył mnie na kanapie i gdzieś poszedł.Nie myśląc o niczym ,zasnęłam.
Gdy się obudziłam przed oczami miałam pięć radosnych,uśmiechniętych buź.
Witamy,witamy-Powiedział chłopak z wielką szopą na głowie.
Nie zdziwiłabym się gdyby jego fryzjer znalazł tam szopa,albo dostałby ataku serca czy coś...
Hej,gdzie ja jestem?-Powiedziałam wracając do rzeczywistości.
W domu-Odpowiedział jeden z nich.
Po chwili widziałam wyraźnie.
Znamy się?-Zapytałam
My się już chyba znamy-Odpowiedział blondyn.
A no tak,kojarze,ale ich to już nie zaspecjalnie-Powiedziałam.
Jak ona może nas nie znać?!-Zapytał załamując się jeden z nich
Zayn,uspokój się-Odrzekł Pan Z Wielką Szopą Na Głowie.
No więc:Ten to Harry,a ten tu to Zayn,a tam to Liam i jeszcze Louis.
A ty to?-Zapytałam zaciekawiona
A ja to Niall.-Przedstawił się.
Wtedy mi zabiło serce,ponieważ mój naj naj naaaajlepszy przyjaciel z dzieciństwa tak miał na imię.
A ty?-Zapytał
Le..le..Lena -Odpowiedziałam
I w tej samej chwili oboje zamarliśmy.

мαℓιиσωу кιѕιєℓ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz